czwartek, 26 czerwca 2014

UWAGA!!!

Wyjeżdżam na wakacje (nad morze do miejscowości Lubiatowo). Nie będzie tam Internetu.
Będę nieobecna przez około dwa tygodnie.
Pozdrawiam!

Od Silver cd. Krick'a

Zapłakana położyłam się na posłaniu. Przede mną pojawiła się Hera.
- Czego jeszcze chcesz?! - wrzasnęłam.
- Wiesz, umowa to umowa. Twój mąż żyje, ale dziecko dalej chcę mieć twoje dziecko. Ale spokojnie. Ale wiesz co? Ten wilk strasznie tam się rzuca wybił prawie całą moją rodzinę, więc... Rzucam na ciebie człowieczą klątwę! A Krick'a ci zwracam!
- Nieeee!!! - krzyknęłam poczułam rozrywający ból. Hera zniknęła. Upadłam na podłogę. Obok mnie pojawił się Krick. Podszedł do mnie. Poczułam ból. Do jaskini wbiegli szamani. Fin wyszedł wraz z Krick'iem, a Nemezis zajęła się mną.
*Po porodzie*
Szamanka miała kamienną twarz. Szczeniaki leżały przy mnie, zakryte skórami.
- Coś jest nie tak? - zapytałam Nemezis.
- Nawet więcej niż "nie tak", jest potwornie źle.
Odrzuciłam skóry i krzyknęłam. To nie były szczeniaki! To były ludzkie dzieci!


Przykryłam je z powrotem. Do jaskini wszedł Krick.
- Pokarz mi moje dzieci. - zażądał. Stanęłam przed nim.
- Posłuchaj, nie zdziw się. To nie są nasze dzieci. Tamta bogini zamieniła miejscami nasze szczenięta z jej własnymi dziećmi...
- CO?! - wrzasnął. Był strasznie zdenerwowany. Odepchnął mnie i podbiegł do posłania. Odrzucił skóry i cofnął się przerażony.
- Zabijmy je... - powiedział.
- NIE! - odpowiedziałam ostro. - To jednak tak jakby moje dzieci, bo ja je urodziłam. One nie są nic winne. Ale musimy odzyskać nasze szczeniaki.
Krick zmienił się w robot i teleportował się do tamtej bogini.
Wrócił po dwóch godzinach wyraźnie zadowolony.
- Hera powiedziała, że przywróci ci ciążę. Więc znowu urodzisz szczeniaki. Tym razem nasze. Ale co zrobimy z tymi? Nie są potrzebni.
- Nie mów tak! Wychowamy je jak własne dzieci!
<<Krick?>>

Od Krick'a cd. Silver

To dobry pomysł - Krzyknąłem. Nagle zaczęła boleć mnie głowa nie wiedziałem że to nowa moc, czytanie w przeszłości i znanie przyszłości. Nagle przed oczami ukazywały mi się obrazy... Widziałem Silver, mnie i naszą córka jakaś kobieta odbierała nam syna a przy tym mówiła ,,Nie chciałaś mi dać swego męża, więc odbiorę Ci dziecko!" Jak to?... Obudziłem się. Nade mną widziałem trzy twarze Silver i tych dwóch szamanów.
-Krick! - Krzyknęła wadera.
-Możecie z tąd wyjść? - Powiedziałem do szamanów.
-Oczywiście. - Odpowiedzieli.
-Silver, nie możesz oddać naszego syna. Jak ta bogini chcę mnie to mnie dostanie. Jakoś z tego wybrniesz, obiecuję Ci że się kiedyś zobaczymy. Obiecuję. - Powiedziałem i zniknąłem jej z oczu... Byłem u bogini ludzi.
-Ach poświęciłeś siebie, żeby twoje żona miała oboje dzieci. - Powiedziała.
-Po co mnie chcesz? - Zapytałem.
-Potrzebuję nowego groźnego ale tagże pięknego pupila. I ty nim jesteś. - Założyła mi kaganiec i pociągnęła. Byliśmy na jakimś balu, wszyscy się mną zachwycali. Wrzuciła mnie na scenę. Popatrzyłem na nią takim pół hytrym spojrzeniem .
-Skacz! Skacz wilku! Skacz!-Mówiła trzymając bat w ręce.
-Nie. Co mi niby zrobisz? Zabatujesz? Heh , nie wiesz co potrafię. - Bogowie i ludzie nie znali jeszcze tej technologii.
-Hahaha! Ty nic nie potrafisz! - Byłem wściekły.Zmieniłem się w maszynę do zabijania...

<< Silver?>>

środa, 25 czerwca 2014

Od Silver cd. Krick'a

- Nie! - powiedziałam szybko. - To mój ojciec. Nie ważne, czy chce mnie zabić czy nie. Przepraszam, ojcze! - i rzuciłam na cały zamek zaklęcie. Wszyscy zamienili się w kamień.
- Krick! Chodź! Mamy tylko 2 godziny na ucieczkę! - pobiegliśmy do stajni i osiodłaliśmy konie:
mój:
i Krick'a:

Jednak minęły dwie godziny. Wsiedliśmy na konie i uciekaliśmy galopem. Za sobą usłyszałam okrzyki pogoni. Moi dawni przyjaciele, rodzina strzelali do mnie z łuków... Jedna ze strzał trafiła Krika. Jego koń wystraszył się. Wychyliłam się z siodła i przywiązałam sznurem uzdę konia do mojego konia. Mój partner osuną się z jękiem w siodle. Nie traciłam jednak zimnej krwi i popędziłam konia. Uciekliśmy im. Pod koniec dnia znalazłam jakąś jaskinię w krzakach. Zaprowadziłam konie do środka. Wyciągnęłam Krick'a z siodła i położyłam na prowizorycznym posłaniu z gałęzi, liści i skór.  Opatrzyłam mu rany, ale to niewiele dało. Nagle znalazłam się w chmurach. Była tam kobieta:


- Kim jesteś? - zapytałam.
- Jestem Hera. Bogini wśród ludzi. Twój mąż niedługo będzie mój!
- Nie! Proszę! Nie zabieraj mi męża! Zrobię wszystko!
- Dobrze. Twój partner zostanie uleczony. Ale nie ma nic za darmo. Będziesz miała dziecko. Syna pierworodnego. Ja będę miała dwójkę dzieci. Obiecaj, że oddasz mi swoje dziecko.
- D-d-dobrze.  Ale po co Ci wilczy książę?
- Chcę go i tyle.
- A będę mogła go odzyskać?
- Jeśli twoje uczucia będą szczere, to tak. Idź już.
 Znowu byłam w jaskini. Krick zaczął się budzić. Był całkiem zdrów.
- Tę noc spędzimy razem... - szepnął i zaczął mnie całować.
*Rano*
Obudziłam się. Wstałam i wyszłam na polowanie. Krick jeszcze spał. Upolowałam dwa zające. Mało, ale dla dwóch wilków starczy. Wróciłam do jaskini. Obudziłam basiora i zjedliśmy śniadanie. Nic nie mówiłam o tym, że za jego życie obiecałam oddać naszego pierwszego syna. Mój partner zobaczył, ze jestem smutna i zapytał:
- O co chodzi? Nie podobało ci się wczoraj?
- Podobało, ale jakoś tak... nie wiem. Nie najlepiej się czuję. Idę się przejść.
 Ruszyłam na przechadzkę w głąb lasu. Wtem przede mną stanęły dwa wilki.
- Kim jesteście?
- Jesteśmy szamanami. Wiemy co się stało w zamku. Pomożemy ci...
 Nagle poczułam się jeszcze gorzej.
- Zbadamy cię. - rzekła wadera.
*Po badaniu*
- Jesteś w ciąży. - powiedział basior. Ogarnęło mnie przerażenie. Więc ta ludzka bogini mówiła prawdę. Skradnie mi syna.
- Ile ich będzie? I jakiej płci?
- Będzie dwójka - chłopiec i dziewczynka.
Tego nie rozumiałam. Miał być syn, jeden, nie dwoje! I co ma z tym wspólnego dziewczynka?
- Pomożemy  ci. Zostaniemy z tobą.
Ruszyliśmy do jaskini. Weszłam.
- Krick! Będę miała szczeniaki! - i rzuciłam się basiorowi na szyję. On mnie przytulił.
- Chłopiec i dziewczynka!
- Świetnie! - ucieszył się. - A to kto?
- Pomogą nam.
- Sugerujemy założenie watahy. - Dodali.
<<Krick?>>

 


 

Od Krick'a cd. Sofii

Nie bój się.Jestem z tobą.-Powiedziełem do wadery.

*Następnago Dnia*
-Czy ty Sofio bierzesz za męża Krick'a z Królewsiego rodu powietrza?
-Tak.-Odpowiedziała na słowa księdza.
-Czy ty Krick'u bierzesz za żonę Sofie, księżniczkę tego królestwa? -
-Oczywiście. -Popatrzyłem na mą ukochaną.
-Od dziś jesteście mężem i żoną!-

*Na weselu*
-Macie pilnować żeby nikt, a zwłaszcza para młoda z tąd nie wyszła.-Powiedział ojciec Silver do strażników.
-Silver, spadamy.-Powiedziałem .Omineliśmy strażników , nagle nie wiadomo z kąd ukazał się ojciec Sofii ze swoim doradcą.
-A gdzie się wybieracie?-Zapytał nas
-Nigdzie.-Odpowiedziałem.
-Cóż im szybciej tym lepiej się Ciebie pozbędę.-Powiedział .
-A i ...Ja nie czaruje, ja błyszczę.-Powiedziałem i zacząłem się zmieniać w robota..

<< Sofio? >>

Od Silver cd. Krick'a

Skinęłam z uśmiechem głową. Wszedł na podest i stanął obok mnie. Wśród tłumu rozległy się szmery. Spojrzałam na ojca. Był wściekły. Podszedł do mnie i poprosił o rozmowę.
- Możecie zostać tu ile chcecie. - powiedział na koniec.  Zdziwiłam się, bo spodziewałam się, że wpadnie w furię.
Poszłam na salę i oznajmiłam to Krick'owi.
- Ojciec powiedział, że jutro wyprawi nam ślub i kolejny bal. - Wskazałam mu naszą komnatę.
- Czuj się jak u siebie w domu. - rzuciłam radośnie. - Ja muszę jeszcze coś załatwić.
Poszłam do naszych szamanów, aby oznajmić im nowinę. Gdy wracałam usłyszałam głosy w komnacie ojca. Słuchałam urywki rozmowy.
- Ten łajdak ją zaczarował! Moja córka nigdy nie wybrałaby takiego łajdaka! Rycerzyk od siedmiu boleści! Ale wszystko się zmieni! Trzy dni po ich ślubie zabijemy tego niedorajdę! - rozległ się śmiech, a ja stamtąd uciekłam. Byłam przerażona. Mój własny ojciec! Gdyby była tu matka, mogłabym jej coś powiedzieć, ale ona już nie żyje...
 Pobiegłam do pokoju i ze szlochem rzuciłam się na łóżko. Zaraz przy mnie zjawił się Krick. Opowiedziałam mu o wszystkim.
- Będzie dobrze, zobaczysz. Skoro jutro ślub, to my się po weselu ulatniamy...
- A nie złapią nas?
- Tego nie wie nikt...
- Boję się...
<<Krick?>>

Ps. Muszę zjeść obiad. Będę za jakieś pół godziny.

Od Krick'a cd. Silver

Walczyłem na wojnie...Wszystko zrobiłbym dla Tornado, mojej siostry.Ale zagineła od lat jej szukałem i miałem dużo obrażeń.-Odpowiedziałam z nachyloną głową.
-Wiem jak to jest.Dzisiej umarła moja mama.-Odpowiedziała.
-Pff...-Zapneliśmy w tym samym czasie.
-A może by ....-Nie dokończyła, bo zauwżyliśmy że w zamku trwała uczta.Wszycy nażeczeni (można było tak powiedziać) chcieli usiąśc obok Sofii.Oprucz mnie.Wadera wstała i pociągneła mnie za łapę, wiedziała że tak nie wypada ale...
-Siadaj .-Powiedziała i uśmiechem na twarzy.
*Na koniec balu*

-Przyszedł czas , abym wybrała swego męża! Każdy z Was ma w sobie dumę.Ale tylko jeden wilk, nie był odziany w diamenty, szafiry i w złote tkaniny. Ma on największe serce ze wszystkich Was.Krick..-
Powiedziała .Ja stałem samotnie na końcu sali do puki nie usłyszałem słowa ,, Krick..." natychmiast podbiegłem .
-O pani.Zgadzasz się?-Byłem zdziwiny ale też i zadowolony.
-

<<Sofii? >>